Miesiąc: Czerwiec 2014

kawka!

Chodzi o piosenki z historią.
O ludzi, którzy budzą we mnie to, co najlepsze (subtelności, zdziwienie, ciekawość).
Żeby iść Marszałkowską z kurtką w ręku, rzucać skórką od banana do kosza i nie trafiać.
Mówić o książkach i właściwie o niczym więcej. Wiedzieć, że właściwie mówi się o świecie.
Kupować LnŚ z roku 1988, numer Borgesowski, 15 zł, Octavio Paz: lustro to koniec metafizyki. I jeszcze esej Virginii Woolf „O chorowaniu”. Łóżko. Łóżko jako źródło, przedmiot pośredni między ziemią a niebem.
Jeść truskawki prosto z Twojej ręki.

za gardło i o ścianę

Nie mam większego wroga od siebie samej. Właściwie dziś czułam się, jakbym dostawała co chwilę bejzbolem w potylicę. Uczucie o tyle dziwne, że sama tym kijem operowałam. Jestem pieprzoną mistrzynią tego typu zagrywek. Wiecznie sobie samej usypuję górki, pod sobą kopię dołki. Byle nie było dobrze. Kiedy już się zanosi na jako-taką stabilizację w kontaktach ja-ja, okazuje się, że jednak znalazłam jakiś sposób na to, żeby sobie to poczucie szczęścia skutecznie doprawić. Czasem wystarcza zwykły lęk, jak na przykład ten przed ruszeniem sprawy dopisania się na zajęcia, żeby przeznaczyć z tydzień życia na zachodzenie w głowę, co to się stanie, jak ośmielę się wystąpić ze sprawą.

Podobno jak czegoś się nie da, to wystarczy znaleźć takiego, który nie wie, że się nie da, i on to zrobi.
Zatem: jeśli się coś da, wystarczy zawołać mnie, zaraz znajdę sposób, spiętrzę trudności.

Czasem, jak uświadamiam sobie, ile tej energii mogłoby pójść w naukę, sztukę, zdrowy sen to aż mnie skręca i wyżyma.
Żeby się uspokoić, przeglądam biblioteczne katalogi i wypijam litr truskawkowego koktajlu.

dalej

Zaraz się porzygam ze złości. Na siebie (złoszczę się na siebie, rzygać będę do miski, szkoda koszuli).

Praca nad tym, żeby zostać szczęśliwą, spełnioną, świadomą siebie i mądrą jest mniej więcej tak przyjemna jak chodzenie wąską ścieżką nad 50-metrową przepaścią, w szpilkach, z dwoma psami na smyczy, rozmawiając przez telefon.

Dokądś jednak ta ścieżka prowadzi (oklepane metafory prowadzą donikąd).

Stawianie pytań wydaje mi się znacznie trudniejsze od udzielania odpowiedzi. Pisanie po polsku – od pisania w obcych językach (tu powody niechęci mogą być bardziej złożone). Niezjedzenie kabanosa od niezjedzenia ciasteczka. Myślenie, że istotna jestem ja od myślenia, że istotni są wszyscy (i co sobie pomyślą).

Ja jestem zakochana w Kevinie Spacey, on (nie Kevin) w Maisie. Komputer krzyczy, że bateria. Ja krzyczę, że jeszcze rozdział i spać. Wiśniowa herbata. Perwersyjne, o uczeniu dzieci w szkole, sny.

Nie przestawaj. Dawaj.