Miesiąc: Luty 2014

fifty-fifty

Lubię odwołane spotkania. Mogę zająć się czymś innym i nie mieć wyrzutów sumienia. Dziś zamiast na kawę poszłam kupić sobie pierwsze w życiu (!) spodnie dresowe, czarne oliwki do obiadu (niepierwsze) i trzy kilo ziemniaków. Też dobrze. Tym bardziej, że później obejrzałam trzy odcinki drugiego sezonu House of Cards. Jestem poważnie zachwycona. Serialem o polityce. Ja. (I’m back!)

Skutek jest taki, że kilka minut po północy, zamiast grzecznie leżeć w łóżku, by się wyspać na jutro – słucham Placebo i koncypuję jakieś wymówki, żeby nie pojawić się jutro na zajęciach.

Faktem jest, że miałam 3 tygodnie wolnego, w związku z czym wchodzenie w interakcje z ludźmi stanowi pewną trudność. W celu unikania kontaktów, a jednak niemarnowania czasu na przewijanie facebooka zapisałam się na kurs o krytycznym myśleniu i trzy kolejne, zdobyłam kolejną książkę Steinera (w papierze) i zapas herbaty.

Odwiedziny mile widziane, sama raczej zostanę pod kocykiem.

Reklamy

czwartek, początek

Woda na herbatę do dzbanka z filtrem. Różnica ledwie wyczuwalna, na języku nie osadzają się metale ciężkie, a jedynie posmak pomarańczy. Poduszka pod plecy, inaczej byłoby niewygodnie. Za plecami – okno. Suche usta i dłonie.
Niepostrzeżenie temperatura spada poniżej zera i wyciąga ze mnie całą wodę, potem wracam do domu i tylko bym piła, najlepiej jabłkowy sok z naszych nowych szklanek, które wyglądają jak małe wazony.

To dobrze, bo mogłam dziś w jedną wstawić trzy tulipany i wcale nie ma wrażenia, że coś jest jakby nie tak, w wazonach kwiaty a w szklankach napoje, nie razem i nie na odwrót się robi, Nat.

Okrywam kolana kołdrą i stopy też, bo marzną, od serca do stóp bardzo daleko. Szukam nowych muzyk na soundcloud. Czytam „Intrygę małżeńską” o literaturze, Cullera o literaturze, Wróbla o literaturze i Steinera o literaturze. Życie nabiera kształtów, gęstości i ciała.

Zieloną chciałabyś czy czarną jak zwykle?