Miesiąc: Grudzień 2013

przesiadki

Najpierw obudziłam się kilkadziesiąt minut za późno (45). Napisałam więc pędem esemesa, wygrzebałam się z łóżka i poleciałam. Na szczęście nie tylko ja zaspałam, na szczęście była kawa, na szczęście kupiłam bułki. Dawno się nie widzieliśmy, jedliśmy ciabatki z masłem, słuchałam o Zabójczym sushi. Zostawiłam okulary, po które musiałam wracać spod samego przystanku. Pech. Skleroza. Nie wiadomo.
Spóźniłam się tylko 2 minuty i tylko dlatego, że po drodze do biurka zatrzymały mnie dwie służbowe sprawy. Zbroiłabym coś, tłukło mi się po głowie cały dzień, więc pracowałam dziś jak opętana i miałam w sobie tyle energii, że gdy wróciłam do domu, pozmywałam, wyszorowałam lodówkę i stać mnie było jeszcze na zrobienie porządku w największej szafce w kuchni.

To brojenie tłucze mi się nadal po głowie.
Strach pomyśleć, co będzie, jeśli nie przejdzie mi do jutra.

lost in translation

Pewnie śpisz.
Ja, dwa kieliszki wina i jeden film później, o trzeciej w nocy, myślę o tym, jaką tajemnicą dla siebie jesteśmy. Nawet, jeśli wiesz, że ułożone przez Ciebie ubrania schowałam do swojej szuflady dopiero dziś, że wino otworzyłam bez problemu, ale zajęło mi chwilę znalezienie otwieracza, a przecież leży od zawsze w tym samym miejscu, że zaniosłam komputer z włączonym radiem do łazienki, żeby nie było mi nudno w czasie kąpieli, że będę przed snem myśleć tylko o tym, że nie ma Ciebie tu obok i muszę spać sama na Twojej połowie łóżka.

Może się wydawać beznadziejną próba przekładu, i może nawet taką jest – ale wiem, wierzę, wierzę i wiem, że kiedy widzę siebie w Twoich dziwnych oczach i po prostu się uśmiecham, kiedy bawisz się moimi palcami, kiedy całuję Cię w skroń i kiedy wracasz, nieistotne skąd, wystarczy, że stajesz w progu – wtedy nie ma znaczenia nieprzekładalność, bo tym, że jesteś – dotykasz żywego mięsa, złotej smugi, światła.

sc

Wystarcza rytm.

spadnie wszystko

Wpół do dwunastej. Rano.
Za godzinę muszę wyjść, wszystko wszystkim, ale wykład z logiki świętością.
Epifania spokoju i zimy – siedzę w łóżku, gra Trójka, skończyła się kawa słodzona spadziowym miodem, stare lęki pukają w ekran komputera z drugiej strony, ale chyba nie ma się czym przejmować, e-maile mające uratować grudniowe przychody jakichś dwóch tysięcy osób – napisane. Trzeba posprzątać po pośpiesznym śniadaniu i zrobić kanapki.
Gram o książki w radiowych konkursach, czytam fenomenologów, którzy za przedmiot filozofowania biorą „Alicję w Krainie Czarów”.

Wieczorami, wracając z Uniwersytetu, tonę w powodzi słodkich światełek.
Jakby spojrzeć z boku jest dobrze, jest łagodnie, pianka na podwójnym latte w ulubionej kawiarni i mimo braku miejsca w domu – wczoraj kupiłam dwie powieści i jeden reportaż.
Jakby spojrzeć ze środka, właśnie tak jest.

Wystarczyło przejąć kontrolę razem z odpowiedzialnością.