Miesiąc: Listopad 2013

o nudzie

O, ludzie.
Żebym ja mogła pisać, on musi spać. Tak wychodzi z ostatnich doświadczeń. Lubię, gdy śpi. Mogę mówić mu rzeczy, których potem nie pamięta. Ale nie apologie śpiących tu będziemy uprawiać, nie peany na cześć spokojnego oddechu, który się udziela – pisać.

Taka zawsze byłam dojrzała, mądra i w ogóle nad wiek intelektualnie rozwinięta, że zapomniałam dorosnąć. Zorientowałam się niedawno. Mieć dwadzieścia pięć lat, duszę dziecka, dziwić się wszystkiemu i wszystkiego pragnąć. Nie móc spać po 10-12 godzin dziennie, żeby ciało nadążało, dziwić się swojej nieprzystawalności.

Śpi. Oparł głowę na dłoni jakby myślał. Oddycha głębiej, kiedy mocniej stukam w klawisze. Moje pisanie jako funkcja jego snu.

Dobrze, że lubi drzemki.

pokusy, kaprysy

Mam taką ochotę snobować się na książki, wiecie, np. tak: Ach, miałam wyjąć „Pisma żydowskie” Hannah Arendt z kartonu, bo jutro na zajęciach będzie „O rewolucji” Róży Luksemburg, a w ostatnim numerze „Literatury na Świecie” (wspaniała okładka!) jest recenzja Lipszyca z tegoż zbioru pism Arendt i och, jak dostaje się redaktorowi, po części również za ignorancję nt. tego właśnie eseju o Róży, wspaniałe, błyskotliwe, wszystko, co wiem, wiem z drugiej ręki, bo nie miałam czasu jeszcze sięgnąć do numeru Themersonowskiego, a leży w domu już z tydzień.
W każdym razie o nim wiem (o eseju) i powinnam go była przeczytać, wyjąwszy uprzednio książkę z kartonu, ale tak się złożyło, że spędziłam wieczór na fejsie robiąc sobie bitstripsy – jestem swoją własną bohaterką; mój spał obok snem sprawiedliwego, a zmęczonego, cóż więc miałam robić, przecież nie notatki do Ingardena, jak wczoraj, prawda.

Ciekawe, kto jutro za mnie wstanie?