skóra, kości

Każdego roku – ale to każdego – nadchodzi w moim pełnym napięć, choć przecież nieprzesadnie intensywnym trybie bycia taki moment, że moja skóra, moje kości i wszystko, co pomiędzy mówi bujaj się, młoda i padam.
Katary, kaszle, kłucie w płucku, kłucie w uszku, dreszcze i siódme poty. Fuj.
Leżę więc w tym łóżku, pod kocem i zdycham. Bo choruję jak każdy stereotypowy facet, o borze, o borze, zaraz umrę… nie wiem, skąd to mi się bierze ani czy jestem z tego bardziej dumna czy jednak trochę mi wstyd, ale nie uznaję wychodzenia z choróbskiem do ludzi i zarażania na prawo i lewo, wegetowania na zajęciach z pudełkiem chusteczek, snucia się po biurze w golfie i dwóch szalikach. Za brzydka jestem chora, żeby chodzić do ludzi.
Ale do rzeczy.
Tak sobie leżę, przede mną półka z książkami, za mną półki z książkami, dokoła kartony z książkami i pojedyncze egzemplarze luźno rzucone – i nie mam co czytać. Bo chciałabym o Sycylii, podróżach, romantycznych przygodach w obcych krajach, zjadliwą krytykę europocentryzmu, postkolonialne studia o Polsce, może jakieś wiersze, i potem pisać błyskotliwe eseje na temat albo obok niego… ale tak trudno się skupić, kiedy jakaś strzyga postanowiła przysiąść na mostku i poddusić trochę. Od gorącej herbaty kręci się w głowie, a od czosnku w mózgu.

Przepisywać notatki do komputera, przekładać dojrzałe jabłka między koszykami, pisać niezobowiązujące notki-pamiątki z obrotu spraw.
To na szczęście można i da się.

Psik, psik, zdrówko!

Reklamy

4 myśli w temacie “skóra, kości

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s