Miesiąc: Październik 2013

wyzwania. tak z miliard. na raz.

Ostatnio z moją wewnętrzną krytyczką rozmawiam. Zmieniłam strategię, bo z jakichś powodów ignorowanie jej nie przynosi żadnych, ale to absolutnie żadnych rezultatów. Stoimy więc sobie-obie na rondzie Żaba, bardzo przyjemne miejsce, dużo przestrzeni z powodu dwu- albo i trzypasmowych jezdni przeciętych szynami tramwajów, ogródków działkowych, żydowskiego cmentarza i stacji benzynowej. Jest gdzie rozpędzać dialogiczne myśli. Dyskutujemy więc. Dlaczego niepójście na seminarium nie stanowi o mojej (nie)przydatności dla świata. Z jakiego powodu wysnuwanie wniosku o byciu kretynką na podstawie tego, że Mariola odczytała coś trochę inaczej, niż bym chciała, jest nieuprawnione. Czy to, że moja koleżanka z pokoju w bursie jest już na drugim roku doktoranckich, podczas gdy ja ledwie zaczęłam magisterskie cokolwiek znaczy. Na ile nienawiści wobec siebie samej można sobie pozwolić z powodu niewyrobienia planu dnia (na ani trochę). Nie lubię dyskutować. Wolę, jak wszyscy mnie lubią. Spór zawsze odbieram jako osobisty afront. Odkąd próbuję zachowywać się jak dorosła – racjonalizuję. Mam jednak co racjonalizować, a więc jeszcze nie przestałam brać do siebie. Zaciskam więc zęby i brnę w dyskusję, powoli wyrabiam w sobie nawyk niezgody.

Stoimy więc obie, czekamy na tramwaj. Wiatr szarpie szalikiem, od mgły skręcają nam się włosy.

Reklamy