Miesiąc: Grudzień 2012

nie warto być hipochondryczką

Otóż: choruję jak facet.

W stanie, w którym moja matka twierdziłaby, że coś ją chyba bierze, ja UMIERAM, I mean NA ŚMIERĆ. Skutkiem tego właśnie minął trzeci dzień, który wyglądał tak:

  • łóżko,
  • praca,
  • łóżko.

Z łóżka seriale. I nie to, że te, które bym chciała, bo ich nie widziałam. Nie. Te, które akurat lecą w telewizji. Dowiedziałam się, że w świecie CSI źli zawsze trafiają za kratki, a postać charakteryzuje się tym, że zbiera odciski albo robi zdjęcia, nie zauważyłam skazy osobowości na żadnej z nich. Tajemnicą natomiast pozostaje dla mnie koncept reklamy wieprzowiny, w której obserwujemy proces przygotowania schabowego, ale od końca. Znowu więc okazało się, że tiwi to strata czasu, jak się nie ma chęci przerzucać kanałów.

Skutkiem tego chorowania irytuję się na coś, na co mam mały wpływ i chudnę. I o ile to drugie jest wysoce pożądane, o tyle to pierwsze – głupie, bo mogłabym z tego chorowania zrobić sobie końcoworoczny reset, nie przejmując się, dając sobie spokój z poczuciem winy i powinności. Ale nie.

Na Nowy Rok życzę więc sobie więcej rozumu.

Może tym razem to błogosławieństwo na mnie spłynie.

Reklamy