Miesiąc: Grudzień 2012

nie warto być hipochondryczką

Otóż: choruję jak facet.

W stanie, w którym moja matka twierdziłaby, że coś ją chyba bierze, ja UMIERAM, I mean NA ŚMIERĆ. Skutkiem tego właśnie minął trzeci dzień, który wyglądał tak:

  • łóżko,
  • praca,
  • łóżko.

Z łóżka seriale. I nie to, że te, które bym chciała, bo ich nie widziałam. Nie. Te, które akurat lecą w telewizji. Dowiedziałam się, że w świecie CSI źli zawsze trafiają za kratki, a postać charakteryzuje się tym, że zbiera odciski albo robi zdjęcia, nie zauważyłam skazy osobowości na żadnej z nich. Tajemnicą natomiast pozostaje dla mnie koncept reklamy wieprzowiny, w której obserwujemy proces przygotowania schabowego, ale od końca. Znowu więc okazało się, że tiwi to strata czasu, jak się nie ma chęci przerzucać kanałów.

Skutkiem tego chorowania irytuję się na coś, na co mam mały wpływ i chudnę. I o ile to drugie jest wysoce pożądane, o tyle to pierwsze – głupie, bo mogłabym z tego chorowania zrobić sobie końcoworoczny reset, nie przejmując się, dając sobie spokój z poczuciem winy i powinności. Ale nie.

Na Nowy Rok życzę więc sobie więcej rozumu.

Może tym razem to błogosławieństwo na mnie spłynie.

Reklamy

merry christmas

Wszystko płynie. Albo stoją kałuże głębokie po kostki. Białe święta, białe od mgły.

Nie zmienia się nic w świątecznych spotkaniach. Chciałam napisać w treści, ale może powinno być w braku treści. Może niektórzy podrośli, inni postarzeli się, kolejni zgorzknieli. Z rachunku sumienia wobec nich wszystkich wychodzi mi, że niekoniecznie się lubimy. Raczej tolerujemy.

Znów przesiedziałam cztery godziny przy stole nie robiąc absolutnie nic konstruktywnego, jeśli nie liczyć SMSowych rozmów na odległość stu kilometrów i dziesięciu dni, z których minęły dopiero trzy, dobrze wiesz, o czym mówię. 

Jakby było mniej powietrza, a światła wcale nie przybywało.

 

Z rzeczy dostępnych światu: nowy odcinek Doctora Who obejrzę jeszcze ze trzy razy, zanim zdecyduję się coś o nim napisać, Kompot przed końcem świata Mariusza Szczygła zrobił na mnie niezwykłe zupełnie wrażenie, a czytałam go w pracy, między jednym a drugim telefonem, mało skupiona. Bardzo podobał mi się Obywatel Milk, rozczarował Charlie i fabryka czekolady. 

Właśnie odkryłam, że reszta siódmej serii DW będzie W KWIETNIU. Muszę sobie znaleźć dużo zajęć.

Może zacznę pisać bloga.

♫ Kings of Leon, Manhattan