Miesiąc: Lipiec 2012

przejawy

On śpi. Opieram lewe kolano o jego bok. Ręce położył nad głowa, oddycha spokojnie. Właczyłam po cichu Valse d’Amelie, cały tydzień zapieprzania jak mała mróweczka, tu, tam siam, a i on nie inaczej.

Zjedliśmy owsiane ciasteczka, napiliśmy się piwa.

Mogłabym nic, tylko na niego patrzeć, jak śpi i słuchać, jak oddycha. Potem o tym pisać, opowiadać przesiane przez ten oddech historie z odległych czasów i dalekich miejsc, albo takie całkiem bliskie, jednak dziwnie obce, przez co konieczne do opowiedzenia.

Dźwięk dotyku, kiedy przesuwam ręka po skórze.

Zjadłabym Cię, mówię,

Ty antropofażko. Antropoważko, odpowiada.

niesenność.

Nie śpię, zmywam lakier z paznokci, piję wodę z malinowym sokiem, światło nad Warszawą było dziś wyjątkowe. Uśmiecham się, uśmiecham, uśmiecham, nie mogę doczekać.

Remember those walls I built
Well baby they’re tumbling down
And they didn’t even put up a fight
They didn’t even make a sound.

Nie śpię. Gdzieś w dali pociągi.

mini

Nie to, że noszę. Mam za grube uda.

Ale żyję sobie ostatnio tak minimalistycznie. Mało ciuchów pod ręką, książek moich też niewiele, spotkań nie za dużo, przemęczania się prawie nic, tylko mam nadwyżkę stresu, którą próbuję zbić plusssszem z żeń-szeniem, lecz mi nie idzie. Minimalistycznie podchodzę też do swoich obowiązków, to znaczy: robię tyle, ile trzeba, ale bez wychylania się i wybiegania przed szereg. Źródłem stresu są zaległości na uczelni, i o ile naprawdę chciałabym wreszcie pewne rzeczy pokończyć, o tyle się boję.

Głupia rybka. (Z całym szacunkiem dla Phishy).

Chyba wszystko przez ten upał. Można zwariować. Niewątpliwie można, a skoro można, to czemu nie. 

[tiruriru paczka żwiru, idę pracować, mój mózg właśnie wraca na miejsce].