Miesiąc: Luty 2012

wstyd

Emocjami:

ostatnio tak, jak Wstyd wchłonęły mnie chyba Godziny.  Odpłynęłam zupełnie, wyjęłam siebie ze swojego życia, odkleiłam się. Kto wie, czym dla mnie są Godziny, ten wie, o co mi chodzi ze Wstydem.

Ten film robią kolory, kadry i muzyka i dialogi, czy też raczej ich oszczędność.

Oglądać go będę długo i wielokrotnie, mam wrażenie, mam nadzieję, wiem o tym.

 

 

/a do kina chodzi się najlepiej w niedzielne poranki, mówię Wam.

niemiłość

Zamiast miłości: sobotni poranek. Wstać o dziewiątej, szczęśliwa, do czasu. Włożyć jakieś spodnie i pójść po kawę. Umówić się na poranny seans. Naleśniki, czy jajecznica, pomyśleć, żeby jednak ugotować jajka na miękko. Zjeść śniadanie z W., wypić herbatę, wieszając pranie. Wyjść z domu po jabłka, mleko i chleb. Wrócić. Przesiać mąkę, obrać jabłka, oddzielić żółtka od białek, zmiksować.

 

Przeczesać włosy palcami, popatrzeć w lustro. Pić kolejną kawę, w ulubionej filiżance.

 

Zapatrywać się w szaro-niebieskie widoki. Dłonie waniliowe i cynamonowe. Marznięcie bez powodu.

 

Bać się wiatru i myśleć, że skoro sobota i pachnie ciastem, to już jak dom, tylko że pusty.

 

jest jak jest, nie jak powinno być

Lubię wstawać, kiedy mój gmail z morzem jest jeszcze różowo-brzoskwiniowy, co w jego cyfrowym świecie oznacza świt. Te dłuuuugie poranki, to rozpędzanie się w dzień są ważne. Mam czas na pokonanie wszystkich lęków, które niepomne doświadczeń, mają tendencję do nawracania. Niepomne doświadczeń, bo przecież zawsze je przeganiam, uparte. No, prawie zawsze.

Robię kawę z cynamonem, tosty z serem, włączam Lush.

Czy jestem ryzykantką? Nie wiem, mówię. A potem sobie przypominam, że jestem. Jeśli coś może dać mi szczęście, jestem w stanie rzucić się na najgłębszą z wód. Inna sprawa, że ten, dla kogo to robię rzadko o tym wie – ze względu na skrytość mojego serca, wieczne obchodzenie wszystkiego dokoła i/lub/oraz unikanie konkretu. (Żeby mnie tylko nikt nie skrzywdził). Jestem więc tchórzliwą ryzykantką.

Ktoś wspominał, że jestem też chodzącą sprzecznością. 

Myślę też o tych stałych, które są stałe i zmiennych, które się zmieniają. O wyjątkach w oesach. O tym, że to wszystko ma znaczenie.

.
W te poranki za oknem śpiewają mi ptaki. Grażyna wczoraj przesadzała cały gaj kwiatów z różowych doniczek w różowe doniczki. Chyba idzie wiosna. Zamierzam zagrzebać się po uszy w kołdrę albo rzucić w pracoholizm i zupełnie tego nie zauważyć. Inaczej zginę-przepadnę. Nie chcę ginąć ani przepadać. Mogę przecież być Ci przecież potrzebna.

 

And the way that I feel about you 
Is beyond words

więc nie powiem już nic więcej.

 

Przynajmniej na razie.