Miesiąc: Styczeń 2012

przemoc

Brakuje mi ostatnio do siebie słów.

Jestem gdzieś pomiędzy Video Games Lany Del Rey, jej Born to Die a tzkliwym i Polepionym Fisza.

Łykam witaminowe tabletki, zajadam się zdrowym jedzeniem, piję tylko z M., chodzę do pracy, pożary gaszę w zarodku, nie robię nierozsądnych rzeczy, noszę rajtuzy pod spodniami, wstaję przed trzynastą, kawę piję słabą i z mlekiem, rzuciłam papierosy.

A jednocześnie zawalam taką ilość spraw i rzeczy, że się w pale nie mieści. Na razie winię za to sesję i PMS, ale tak nie będzie mogło być zawsze. Muszę się ogarnąć, przemóc, przemocą wprowadzić porządek. Bo ten akurat brak realnie czyni mnie nieszczęśliwą, kiedy czuję, że jakaś część życia mi się sypie.

Cicho liczę na terapeutyczną funkcję pobytu w domu, całe dwa dni na wsi, spacerach na mrozie, w kuchni, w której zawsze pełno ludzi, z Gabą na ręku i siostrą-realistką pod bokiem.

Nie będzie puenty, muszę już wychodzić.

Tęsknijcie za mną, niech Wam mnie brakuje!

Reklamy

klucze

Natalia…

pamiętasz, dlaczego, (mów do mnie, mów), czternaście jest nieskończoność, trzy minuty do czwartej nad ranem, nie pytasz, nie jestem gotowa, nie wiem, co powiedzieć, czy teraz mam nadzieję – jaką – zieloną, pieśni rozpaczy, programowanie niskopoziomowe, zima, boję się, ale pewnie i tak niczego nie ukryję, musisz wiedzieć, kim jestem, (najważniejsze już wiesz, a nawet, jeśli nie wiesz, że wiesz, to pewnie kiedyś stanie się to jasne, nawet, jeśli mnie już nie będzie),

głosy spokoju, głosy spokojne, bezwiednie mój głos przechodzi w szept. Jestem cała zanurzona w tych ciszach.

Nie jest mi wszystko jedno, znajdę słowa, by powiedzieć Ci o tym – jasno i klarownie.

 

 

Na razie słucham pięknych, smutnych kobiet i zastanawiam się, jakąż to piosenkę, do jasnej cholery, nagrałeś dzisiaj.

nienawidzę poranków

a jednak od pewnego czasu wstaję o ósmej. Dziwne jest to o tyle, że jestem nocnym markiem i zaprzestanie chodzenia spać o godzinie trzeciej w nocy było nie lada wyzwaniem, któremu, zmotywowana pewnym niepokojącym poniedziałkiem, postanowiłam podołać. W ogóle same wyzwania i zmiany podpowierzchniowe w moim życiu się dzieją przez ten styczeń.

Budzę się więc w środku nocy (zmiana nawyków zmianą nawyków, nie muszę przy okazji zmieniać poglądów), na autopilocie zmierzam do kuchni po kawę, taką z cynamonem i mlekiem, szukam czegoś na śniadanie, a że rzadko znajdują się tam (w lodówce) rzeczy godne uwagi, typu ciasto marchewkowe (umrę na cukrzycę, wiem), to najczęściej wracam z samą kawą, rolę śniadania przypisując mleku, włączam fajne muzyki, jak na przykład ta:


i staram się nie myśleć zbyt wiele o tych dziwnych snach, które czynią moje noce emocjonującymi.

Tylko patrzę za okno, gdzie bloki i niebo.