Miesiąc: Czerwiec 2011

210 łatwopalna

Jedno pytanie, zadane po zwykłym „cześć” jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. A kiedy jeszcze matoł, co jest matołem, po mojej odpowiedzi, rozczarowującej, nie odpisze chociaż krótkiego „spierdalaj”, to irytacja moja sięga zenitu. Szczytów. I nie chce mi się nikogo znać, nikogo widzieć, chcę zamknąć się w pokoju, wyrżnąć dziurę pod drzwiami, żeby mi litościwa rodzina mogła czasem jaką strawę podać i wreszcie przestać mieć do czynienia z czynnikiem ludzkim.

Wszyscy, kurwa, tacy sami. Prawie.

.
Przynajmniej noce się ogarnęły i są takie, jakie powinny być latem.

209 czerwiec

Wisła nocą, ciepłe wieczory, kilka kropel deszczu. Ludzie zupełnie nowi, albo tacy, których nie widziałam trzy lata, albo tacy, którzy w trakcie drugiej wspólnej imprezy mi się oświadczają, albo B.

Teraz kolczyki, kwiaty, herbata i chusteczki do nosa, bo nie wiem, po co to komu, ale się przeziębiłam.

Niewdzięcznie.