Miesiąc: Kwiecień 2011

199 tam, obok wielkiego dołu i tabliczki z napisem ‚koniec świata’

U mnie na wsi – wszak jestem rasowym słoikiem – jest cicho, ale tylko nocą i dopóki nie przyjdzie lato (latem ciężarówki jeżdżą po 22, ze względu na topiący się asfalt), jest mnóstwo, przemrowie, ogromność i nieprzeliczoność gwiazd, które świecą każda w inną stronę, jest kopalnia z wysoką wieżą suszarni piachu, jest w oddali rysujący się krzywizną las, jest orzechowiec zasłaniający widok na drogę i kapliczka, strzelająca w niebo spiczastym daszkiem, pod którym stoi Matka Boska w niebieskiej sukience. Szacie. Są wstążki, od czubka daszku do rogów płotu. Roślinki, które kiedyś, będąc małą grubaską, podlewałam, po mozolnym przetarabanieniu się przez ogrodzenie. Jutro tam pójdę z koszykiem, po raz pierwszy od chyba 6 lat. Nic wielkiego, ale jednak coś mi się czai pod sercem i łaskocze. Kasztanowce i lipy, bezchmurne niebo, pośpieszne modlitwy, nic nieznaczące rozmowy.

.
Wpół do drugiej w nocy kończę herbatę i bez pośpiechu ścielę łóżko. Puszczam stare piosenki. Nigdzie się nie spieszę, a obowiązki spokojnie czekają na swój czas.

Nie będzie tak zawsze.

198 wypisałam się

Pięć stron a4, maczkiem.

Chcę więcej. Żeby z premedytacją wykreślać i widzieć, że jest coraz lepiej.

Poza tym wszystko jest jak zwykle. Jestem oszczędna w słowach, znak, że nieoszczędna w postępowaniu.

Dobranoc.

197 nikła szansa

Pozdrowienia dla tego pana, co chodził dziś po linie na Polu Mokotowskim i skoro ja przyglądałam mu się z szerokim uśmiechem, takoż i on stał na tej linie, kiwał się, i patrzył na mnie. Z uśmiechem.

To było naprawdę miłe.

[Słuchałam Deolindy].