Miesiąc: Luty 2011

190 another ordinary sunday

Dzień dobry, z tej strony Robert Rojek, czy mógłbym rozmawiać z Natalią Borejko?

Zawsze marzyłam, żeby poznać kogoś takiego. Kto będzie do mnie dzwonił z Poznania z takim tekstem, pisał wiersze z pociągu i raczył długimi dysputami o literaturze i muzyce. Bo na sztuce nie znam się daleko bardziej. Wspaniałe jest uświadomić sobie, że ktoś taki WŁAŚNIE jest. Dziękuję Ci, J.

.
Jak słyszę to yeeeeo przed your sex is on fire, to zawsze zamykam oczy. Wytłumacz mi ktoś, dlaczego. Jak mi wczoraj kolega szacowny zapuścił Luca Aborgasta, to zamknęłam oczy na dwanaście minut. I nie chcecie wiedzieć, co mi się tam pod tymi oczami działo.

Chyba mi odbija od abstynencji.

.
A poza tym nie napiszę nic na temat tego, jak bardzo jest zimno, i jak bardzo chcę już wiosnę, mimo tego, że tak serdecznie jej nienawidzę, nie zająknę się słowem na temat mankietów, wezmę głęboki oddech i postaram się zrobić tak, żebym za 3 miesiące mogła sobie powiedzieć: nie zmarnowałaś tego czasu.

Bla bla bla.

Reklamy

189 usiądź, o tu

nawet nie patrz. Powiedz coś. Nieważne, co. To naprawdę nie jest ważne. Będę milczeć i nie będę na Ciebie patrzeć. Będę się krzątać. Parzyć herbatę, wyrzucać butelkę do śmieci, wlewać rum do herbaty. Potem pokażę Ci, która to Twoja. Ten kubek, z liśćmi. Pójdę jeszcze po coś, umyć łyżeczki czy przykucnę, żeby z szafki wyciągnąć jakąś dobrą rzecz. Położę ją przed Tobą. Zapytam, czy byś nie chciał. Zastanowię się, jak wyglądam w tym swetrze. Głupio się zastanowię, bo wiem, że nie najlepiej. Poślę Cię w myślach do wszystkich diabłów. Zatrzymam wzrok na Twoim uchu, kołnierzyku koszuli, mankiecie. Innej nieistotności. Uwielbiam te koszule, pomyślę. I zaraz się skarcę, że przecież nic mi do tego. Usiądę jednak obok Ciebie, zamiast naprzeciw, na krześle. Odwrócisz się w moją stronę. Z ociąganiem. Zachodzące słońce zrobi Ci dokoła głowy taką poświatę, taką o. Powiem Ci o tym. Podam herbatę. Odgarnę opadające na oczy włosy. Uniosę trochę głowę i popatrzę na dźwigi za oknem. Złapię Cię na podglądaniu mnie kątem lewego oka. Zaśmieję się. Powiem: proszę Cię, nie patrz tak. Sięgnę po herbatę. Którą wyjmiesz mi z dłoni. Które schowasz w swoje ręce. Które spowodują, że zaszklą mi się oczy. Które spowodują, że opuszczę głowę. Która eksploduje od tego wszystkiego, co mogłaby się zdarzyć, a jednak uparcie się nie dzieje. Nie dzieje się w tym wszechświecie.

Tęsknię za Tobą.

188 nieprawda

Cały ten tydzień mogłabym właśnie tak podsumować. Nieprawda, że trzymam się, nieprawda, że on, nieprawda, że z przeziębieniem da się funkcjonować (ja nie umiem), nieprawda, że sobie nie szkodzę, nieprawda, że przejście na leki cokolwiek zmienia, nieprawda, że to, że je biorę znaczy, że jestem słaba, nieprawda, że radzę sobie na studiach, nieprawda, że mi na Tobie nie zależy, nieprawda, że obchodzi mnie cokolwiek.

Jestem wydrążona, pusta i nieznośnie lekka. Ciągle ktoś inny daje mi do zrozumienia, że to nie tak, dziecino, jak sobie wyobrażasz, że jesteś dla mnie ważna, nie jesteś. Idź do kąta. Schowaj się w swój mały świat, nie wychylaj tej rudej głowy. Czekaj na swoją kolej. Oczywiście nie wszyscy tak, ale jakoś dziwnie mnie to ostatnio boli i bardzo się wyczuliłam na przejawy, hm… właśnie czegoś takiego. Niby wszystko jest w porządku, ale pospadaj.

To nawet nie jest pogodna rezygnacja. To jest furia, którą niespecjalnie chce mi się przejmować. Stan marazmu i „mania wyjebane”.

Najgorsze uczucie świata.

.
W dodatku łapię się na myślach o Kubie. Niedobrych, bo tych z gatunku: wszystko moja wina. Kiedy niekoniecznie. Tych z gatunku: może mogłaś coś zrobić. Kiedy nie mogłam. I podobnych niekonstruktach. Masakrze emocjonalnej. Babrzą się przez to tylko te rany i goić nie chcą za bardzo.

I nawet nie ma tu do nikogo żalu. Bo czemu miałby być, o co? O to, że tak po prostu jest? Szkoda sił.

Które wypadałoby przeznaczyć na pracę, ale jak ja mam pracować z taką głową poplątaną. Jak mam nie mieć głowy takiej poplątanej, skoro nie zajmuję się pracą, a myśleniem?

Ot, stupor.