Miesiąc: Czerwiec 2010

146 wszystko na własne życzenie, a teraz do roboty!

Moja schowana w szafie ambicja kwili i rozpacza.

Reklamy

145 przebiegłam sobie sama przez drogę

Droga była piaszczysta i kończyła się już w mojej głowie. Stare, dawne, kryjące w sobie jakiś masochistyczny urok słowa. Trafiłam na teksty z roku 2007 (fatal attraction) i 2008 (fatal attraction II). Nagle zachciało mi się do tego (pisania, nie facetów) wrócić, ale jakoś mądrzej i żeby więcej dostać z powrotem, choćby 1/2 tego, co zazwyczaj trzeba z siebie wpakować w zdania, w których zostawia się siebie na zawsze, bo nie sposób tam nie wrócić, jak się już na to trafi. Tęsknię po cichu za atmosferą jak z Do latarni morskiej V. Woolf, porankami przeciągającymi się do piętnastej, spaniem w pokoju pełnym suszonych kwiatów i książek. Romantyczne księżniczki, królewicze w białych autach, brudne od polnych dróg stopy, zapach słońca wyczuwalny we włosach, a najmocniej na skórze, nocą, pod rozgwieżdżonym niebem, gdzieś, z kimś. Nieczułe pożegnania, poranne żale, usta pełne obietnic, kłamstw, owoców.

.
Ania przez sen puka w ścianę do sąsiadek, ja co jakiś czas kicham, jakby uczulona, a przecież na nic nie jestem. Może na zmywanie dziś troszkę. Może na duszną Warszawę, a może chciałabym wrócić do łóżka na poddaszu, trochę rozebrana i trochę senna, panna z mokrą głową, niechęcią do świata, z malibu w ustach, a mózg na ścianie, a oko na widelcu, a Ty tuż obok i jeszcze bliżej.

Wzruszam ramionami, idę pod prysznic i nie będę czekać na świt.

144

Kołacze mi się po głowie taka jedna myśl.

Że w pewnym wieku znajomi z dzieciństwa zaczynają wychodzić za mąż, mieć dzieci, budować domy. Odchodzić z tego świata zaś powinni za jakieś pięćdziesiąt do sześćdziesięciu lat.

Nie teraz. Nie tak.