Miesiąc: Wrzesień 2009

098

trujące rośliny i ciasto ze śliwkami.

schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj

ps: panno zwana sic-k, daj znać, gdzieś się podziała, proszę.

Reklamy

097

no słowo daję, co za porąbany język!, grzmi J. na temat maltańskiego. siedzę na łóżku (życie w akademiku toczy się na łóżku) a dokoła kubek, klucze, kropelka, zmywacz, telefon.

może Toruń, skoro 3 dni wolne na początku przyszłego tygodnia, w Warszawie nie ma gdzie mieszkać, a jedzenie się kończy? wprawdzie można zatrzymać się pod Warszawą, a jedzenie kupić, ale przygoda kusi, a strona PKP nie działa.

kurwa, kurwa, kurwa. jak nie wygram z tą paranoją, to wpadnę przez nią pod samochód. albo tramwaj. whatever works.

zmaterializowany demon utrudnia życie, jeśli nie masz pistoletu ze srebrną kulą.

096

ale jak się jaram…! jak się niesamowicie jaram! mimo tego, że zwerbalizowałam mój podskórny lęk. a może właśnie dlatego? w końcu oswoić demony znaczy zniszczyć je.
G. w Lublinie, ja w pracy od niedzieli do niedzieli, niech się święci czas bez sensu…. wróciłam do skrzętnego notowania dni, kupiłam 140 torebek tetleya, żeby mieć co parzyć w tych kubkach. idzie jesień, i jest pełno liści, a rano jest zimno, kiedy wychodzimy z Marysią z akademika i idziemy na przystanek Park Moczydło, żeby potem jechać 171 i słuchać lachonków nadających o bzdetach-pizdetach.
przeżywam weltschmerz z powodu braku terminarza takiego, jak bym chciała (dwa tygodnie w starym mi zostały, do grudnia daleko, do nowych planerów akademickich chyba trochę bliżej, ale, mimo wszystko, jakiś niedobór. w empikach oferta dla studentów z notatnikami po czterdzieści złotych w roli głównej.)
i naprawiłam stary ołówek automatyczny, i zjadłam szpinak na obiad z kotletami od Mańki, siedzę z herbatą, czytam Wędrowycza i jest… jesiennie.
słońce nieco niżej nad moją głową, niż nad twoją.