Miesiąc: Lipiec 2009

084

co robi Natalia w pierwszym dniu po zakwaterowaniu się w akademiku?

gubi kartę do wejścia. no bo czemu nie?

tu więc karta Marysi, tu piękne oczy do pani portierki, czasem zaś stanie o północy pod tą częścią budynku, w której mieszka Ania, darcie się, żeby raczyła wystawić swą piękną głowę za okno, a później rzuć mi kartę do akademika, proszę!, co słyszy oczywiście również tych osiem osób, które nie są Anią, ale koniecznie musiały zobaczyć kto zacz próbuje się dostać do środka w sposób alternatywny, żeby nie powiedzieć naciągany. a wszystko to dlatego, że z pracy wracam około dwunastej, czasem zabawiam na dłużej na pierwszym piętrze przy desperadosie i na parapecie, czasem zaś po tej pracy jeszcze włóczę się po mieście w poszukiwaniu kompletnie nieznanych ludzi, którzy po pół godzinie i dużym tyskim robią się jako tako znajomi.

mieszkamy w tym 311 i mijamy się jak szalone. Agnieszki nie widziałam od piątku, bo jak ona wychodzi ja śpię, jak ona śpi, ja wracam. Marysia była w Radomiu, więc się nie liczy, ale i ona zacznie lada moment jakieś wycieczki uskuteczniać w dziwne miejsca Warszawy i na stole będzie rósł stos karteczek z Bardzo Ważnymi Wiadomościami w stylu: Agnieszka, ze dwa odcinki House’a bym chciała, Mary, zjadłam Ci wafla ryżowego, Natalia, zamknijcie się na noc, ja śpię w drugim albo i trzecim końcu miasta.

klucz mamy jeden. takie informacje są ważne.

bawi mnie ta moja ciągła dywersja samej siebie. powinnam spać, bo jutro rano muszę się wybrać na Chomiczówkę (Magda dostała sie na studia, a ja mam jej papiery), a z Chomiczówki pojechać na Dworzec Zachodni i pokazać się w domu, bo już nawet Ola tęskni. i trzeba będzie usiąść z Kaśką na przystanku, wypić piwo i omówić wszystko, co do omówienia jest konieczne.

jest lato. nie człapiemy więc noga w nogę z Grześkiem przez zakałużone Stare Miasto, nie. siedzimy na trawie na Wilanowskiej, potem ja mam jeszcze bardziej opalone ramiona, a on podśmiewa się z mojego niedziałającego systemu detekcji intruzów i informuje mnie o gąsieniczce na kostce i robaczku na przedramieniu.

na szczęście plaga komarów się mnie nie ima.

plaga rozumu zresztą też omija mnie szerokim łukiem (ale czy to jest plaga? to raczej dar boski). wpół do trzeciej, znam swoje upodobania do spania. mama chyba nie zobaczy mnie więc wcześniej, niż o 15.00 czasu lokalnego końcoświatowego. mama więc mnie utłucze.

ładne U2 słychać skądś. obok, albo niżej. only loooooove, produkuje się Bono. to ja może pójdę spać, pora ku temu doskonała.

PS kto pamięta szablon?