Miesiąc: Kwiecień 2009

035

kończy mi się wino i kończy się dzień, i zrobiłam nową zakładkę w moim cudownym notesie, na rzeczy konieczne. bo kręci mnie Woody Allen, a czytam o nim w K MAGu, bo zadziwiają mnie nowe rzeczy, nowe muzyki, i.

żebyś jeszcze przeniosła trochę swojego entuzjazmu na to, co jest twoim obowiązkiem, usłyszałam kiedyś, w Kafetece bodaj. Piotr mnie dziś pytał o fajne miejsca do posiedzenia, poczytania, pokawienia, a ja miałam pustkę w głowie, i tak mało wiem o Warszawie, rano rozsentymentalniłam się za Łodzią, ale to było, było, było, nie ma.

konfrontacji z Ag. nie było, wyszłam odprowadzić Grześka na tramwaj (pobyć jeszcze chwilę w zasięgu jego rąk, myśli i głosu). nadal nie wiem, gdzie są nasze łyżki, których brak odkryłam podczas nalewania zupy do talerzy.

pachnie już tak, jak pachnie letnimi wieczorami, ciężko, słodko, ciepło.

myślę, że to źle, kiedy mówię wracam, nie chodzi o powroty, chodzi o ciągłe wchodzenie pod tę świętą górę.

patrzenie w dół, wstecz, powoduje zawroty głowy, nie chcę.

034

Ewa się wprowadziła. dziś czeka nas też nalot Agnieszki, ciekawe, zaiste, jak to wyjdzie w praniu po jej ostatnich akcjach (cóż, najlepiej znasz ludzi, z którymi mieszkasz, najwięcej dowiadujesz się o nich, kiedy już się wyprowadzą).

życie, które prowadzimy razem (ja i Ewa w sensie) upływa nam póki co pod baldachimem koloru zielonego. mięta, cukierki, myśli.

lustra i walizki, różowe paznokcie i dużo ciepłych emocji (?)(część wysyłam na Koszykową).

nie wiem, dlaczego, może to te bzy (bardzo długo się zbieram i trwonię), zaczyna pachnieć nowością, mam plany!

033

Dziewczyna Programisty jest winowajczynią tych zmian. weszłam do niej na bloga, od zimno, i patrzę, a tam taki szablon! aż kliknęłam w link i umarłam z zachwytu.

nie, nie stałam się nagle apostołką afiszowania się z uczuciem (nadal w sumie nie wiem, jak się z nim afiszuje, powiedzenie mojej siostry, że prędzej dam się zabić, niż się przyznam do posiadania uczuć, nic nie straciło na swej aktualności), misiaczkowania etc., jestem od tego dalsza, niż zazwyczaj, ale wzrusza mnie ten pierwiastek, pióro mnie wzrusza, piękne jest to zdjęcie. o jego symbolice, wykwitłej niczym fraktal na mój prywatny użytek, mogłabym opowiadać kilometrami tekstu. tylko po co?

tymczasem: z pracą stoję w miejscu, ubyło 2/3 czekolady, została 1/3. nadal nie wiem, co zjeść na obiad, nadal cisza i spokój w mieszkaniu, chleb się skończył, Ewa się wprowadza, muszę wypełnić PIT-37 (dorosłość, phi).

jest 14.44. to nie wróży dobrze.