Miesiąc: Marzec 2009

012

noc, noc, noc.
niespodzianki.

stałam z Agatą na balkonie, na gałęzi suchej akacji usiadł ptak, obok drugi. później przyjechał samochód, ktoś zgasił silnik, wyłączył światła i długo siedział wewnątrz. nie widziałam, żeby otworzyły się drzwi.

i think i’m paranoid, napisałam na blipie, ilu z was zastanawia się czasem nad fenomenem istnienia, nad tym, że w tej chwili, właśnie teraz, kiedy ja piszę, zdenerwowana ilością niewykonanych zadań, teraz właśnie ktoś całuje kogoś na dobranoc na dworcu, ktoś wtula się w plecy tego, kto leży obok w łóżku, ktoś inny idzie przez pustynię, ktoś płacze z bezsilności w łazience, ktoś jeszcze inny pali papierosa ukradkiem, albo pije alkohol w barze, z przyjaciółmi, bez przyjaciół, cicho umiera w sobie albo zupełnie na zewnątrz. pewnie jest też wielu zbudzonych chłodem nocy, tych, których nikt nie chroni, ani nikt się o nich nie troszczy, jakieś dziecko je naleśniki, huśta, ktoś przedziera się przez dżunglę, ktoś nie spał całą noc i podziwia wschód wiosennego lub jesiennego słońca.

fascynuje mnie to, paraliżuje. nie daje spać. jeść, pić, chodzę tylko po domu stąd tam, stamtąd tu.

w powietrze szepczę zaklęcia, które działają. nie za darmo, nie za darmo.

rozczarowuję się, zadziwiam, zwierzam, cieszę. płaczę. nie daję rady. czekam na deszcz. odkrywam słowa-klucze.

czerwone balony, pochmurne niebo, bezlistne drzewa.
uśmiechy przez dym, przez wino, przez milczące porozumienie, zagnieżdżone w oczach, zakotwiczone w umyśle.

myślę też, że mam dużo szczęścia. że nie mam po co żyć, że nic dobrego już chyba nie nastąpi, ale przecież takie dobre jest, kiedy przyczepiam fotografię Audrey Hepburn do lodówki, parzę kawę dla Agaty, dzielę się pierogami z Karolem, kiedy przez skórę karmię się dotykiem rąk Grzegorza. kiedy myślę, że niczego więcej nam nie potrzeba.

jak to było: stopami mocno na ziemi, z głową wysoko w chmurach.

Reklamy