nie we wspomnieniach i nie w marzeniach, żyć możesz tylko teraz i tu.
Wracałam z Arkadii, gdzie nie kupiłam tak potrzebnych mi butów, przez ten śnieg, i dotarło do mnie, jak bardzo jest (mi) źle. Chyba taka karma, że luty musi być do niczego. Nie kupiłam butów, nie wzięłam kasy z bankomatu, nie kupiłam mleka ani kawy, kompletnie nie pomyślałam. Nie pomyślałam też, włażąc niemal pod tramwaj. W porę się ocknęłam, więc nie zdążył mnie przejechać. Wszystko to zupełnie do mnie nie pasuje. Znam te stany, nienawidzę ich, boję się ich, nie chcę, żeby wracały. Robi się groźnie, bo one chyba uważają, że mogą się tu panoszyć.
Uda mi się doprowadzić do końca to, co zaczęłam, albo znienawidzę siebie do reszty. Nie będzie miejsca na uniewinnianie.
W każdym razie: patrzę na siebie i nie dowierzam.
Teraz tylko wsparcia. Potrzebuję tylko wsparcia.